Musimy się cofnąć do 2020 roku i tej nieszczęsnej pandemii. To był czas kiedy miałam wiele wolnego od pracy, i by jakoś zająć się sobą zaczęłam czytać o pielęgnacji włosów. Na punkcie włosów zawsze miałam hopla - moje włosy musiały być zawsze pofarbowane, dobrze uczesane, najlepiej jeszcze pachnące. Z nudów zaczęłam studiować cały ten "włosing". Wpadłam jak śliwka w kompot - po godzinach seniora biegałam z jednej drogerii do kolejnej i kupowałam mnóstwo kosmetyków.
Rok 2020 to też był czas kiedy przeszłam na urlop macierzyński - znalazło się nagle jeszcze więcej czasu, ja przestałam pracować i jakoś musiałam zająć czymś ręce. Podjęłam się nowego hobby i zaczęłam szydełkować. Na początku miał powstać kosz dla mojego przyszłego maleństwa, ale po kilku próbach odpuściłam temat i zrobiłam pierwsza torebkę. Była okropna, ale uwierzyłam, że jednak mogę coś stworzyć sama. Ponownie przepadłam w nowe hobby i zaczęłam dziergać dla dzieci pluszowe misie, kosze na zabawki, a nawet udało mi się stworzyć pierwsze torebki.
Oj torebki, to moja miłość i zarazem słabość. Dziergałam jak opętana, jedna za drugą, zaczęły się pierwsze zamówienia, a niektóre torebki służą Wam do dziś!
Po dwóch latach okazało się, że potrzebowałam maszynę do szycia podszewek do torebek. Nie umiałam kompletnie szyć, a co dopiero prowadzić prosto ścieg. Mama pożyczyła mi swoją maszynę, ale była dość problematyczna. Na 30ste urodziny mąż zrobił mi niespodziankę - kupił mi moją pierwszą maszynę do szycia.
Nie szyłam na tej maszynie długo, ponieważ ceny materiałów do torebek zaczęły gwałtownie wzrastać, inflacja była dość duża, a ja też wróciłam do pracy i nie miałam już czasu tak dziergać torebek. Maszyna poszła w kąt, szydełka też.
Pewnego dnia gdy scrollowałam instagram zobaczyłam rolkę dziewczyny, która sprzedawała swoje wykroje na ubrania. Pokazała się w pięknej czarnej sukience, z odkrytymi plecami. W tle była piękna plaża i wakacyjny vibe. Przepadłam. Zobaczyłam opis, że "możesz taką uszyć". Więcej mi nie było trzeba - otworzyłam aplikację allegro, poszukałam najtańszego lnu (obiciowego swoja drogą) i obejrzałam tutorial wiele razy. Pewnej soboty uszyłam tę sukienkę - możecie zobaczyć tutaj filmik, z okresu tworzenia. Obserwowałam namiętnie tamtą dziewczynę z Australii, która co jakiś czas publikowała swoje nowe filmy oraz wykroje. I tak zaczęłam szyć swoje ubrania.
W 2024 roku od lutego uszyłam niemal od nowa swoja garderobę - od sukienek, po spodnie. Niemal co weekend miałam nowy projekt, który chciałam zrealizować. Kupiłam nową maszynę - mojego pierwszego overlocka. To była miłość od pierwszego nawinięcia nici.
Pokazywałam coraz częsciej moje prace, wszyscy pytali czy ja coś im uszyję - nie powiem schlebiało mi to, ale moje wykończenia moich ubrań i estetyka odbiegała sporo od tego jak powinno to wyglądać.
Na początku 2025 straciłam pracę. Szybko znalazłam kolejne, ale to już nie było to co chciałam robić. Po kolejnej pracy, która okazała się dość toksyczna i panował tam naprawdę duży mobbing powiedziałam sobie dość. Mąż zaproponował mi przerwę w pracy, zrobił mi w jednym z pokoi pracownię. Zamknęłam się w tym pokoju i myślałam co ja mogę szyć. Padło na gumki, ale na pintereście zobaczyłam piękne kokardy do włosów. Zrobiłam kilka i pokazałam moje prace na instagramie. Posypały się telefony od koleżanek, że chcą kilka kokard. Było ich naprawdę dużo. Przez okres świąteczny zrobiłam ponad 100 kokardek do włosów.
Padła decyzja - zakładam swój sklep internetowy z moimi produktami do włosów. I tak oto jestem dziś tutaj - dzięki Wam!